Czasami musisz zostawić wszystko na rzecz innej, ważniejszej sprawy, ale wracam.

Przychodzą takie momenty w życiu, że musisz wszystko zostawić na rzecz innej, ważniejszej sprawy. Kiedy swoją pasję zostawiasz i zalega cisza na twojej stronie obiecasz sobie, że będziesz tu zaglądać choćby na chwilę. Że napiszesz słowa choćby dwa, a potem na dobre wrócisz, gdy tylko będziesz mogła. Ale życie przestawia plany, zmienia ścieżki, weryfikuje postanowienia. Codzienne zmęczenie, smutek i stres zaczynają być nieodłącznym towarzyszem dnia codziennego i dają z dużą siłą o sobie znać. W ciągu dnia na nic nie masz czasu, a leżąc w łóżku wieczorem bezmyślnie przeglądasz strony w Internecie i zasypiasz z telefonem w ręku. Troska o kogoś zaczyna być najważniejszą sprawą na dany czas twojego życia i zostawiasz w tyle wszystkie inne sprawy, które przykryte mgłą czekają na twój powrót.

Bez nazwy-4Każdy dzień to myślenie o drugiej osobie i pomaganie jej w przetrwaniu do jutra, które jest kolejnym dniem walki z chorobą.
Tak, ostatnie dwa lata to była walka z chorobą mamy i w zasadzie godzenie się z jej nieuchronnym odejściem.

Bo choroba była ciężka i śmiertelna. Cała moja energia, wszystkie myśli biegły w jedną stronę i skupiały się na pomaganiu mamie w codziennym zmaganiu się z dolegliwościami i różnymi trudnościami. Walczyłam do końca. Wiedząc, że nie ma nadziei, wbrew logice wierzyłam, że mama jakoś da radę.

A jednak przyszedł ten dzień, którego się bałam i od którego uciekałam. Na który nie byłam gotowa i z którym nie mogłam się pogodzić. A więc stało się.

Nie tak miało być, nie tak to sobie wyobrażałam. Widziałam dom pełen troski, a był szpital i moje bezgraniczne zmęczenie. Nikłam w tym zmęczeniu i bólu psychicznym po niedopowiedzianych słowach, z powodu nie takich decyzji, z powodu błędnych oczekiwań i z braku odpowiedzi na ważne pytania.


Czas każe żyć z tym co jest. Moja mama powiedziałaby, że każdy kto odszedł to odszedł, i odszedł tak jak odszedł. Przeżył swoje i ma wreszcie spokój, a ten co został to został. Trzeba żyć, robić swoje, pracować. Ma się dzieci, wnuki. Jest co robić.
A więc żyję, pracuję i powoli wracam do swojego świata, który został na jakiś czas bez opieki.
Wpisy na stronie internetowej zatrzymały się rok temu. Na Facebooku podobnie. Cieszę się, że pomimo wszystko tak wiele osób tu codziennie zaglądało. Dziękuję.

Obiecuję, że ze zdwojoną energią wezmę się teraz do pracy.
Przez ostatnie dwa lata nie tylko moja strona została bez opieki, ale także moje samochody. Były często brudne, nieposprzątane. Gubiłam się w pilnowaniu czasu zmiany oleju, badań technicznych, zmiany opon, odkładałam niepilne naprawy na późniejszy czas. Brudne, zaniedbane, służyły wożąc mnie niezawodnie do pracy pokonując dziesiątki kilometrów.


Jakby tego  było mało…

W listopadzie jadąc z pracy podrzędną, nieposypaną, oblodzoną drogą, wpadłam w poślizg. Uderzenie w drzewo było na tyle słabe, że siedząc w fotelu nie odczułam zupełnie nic. Fotel nie drgnął. Było jednak na tyle silne, że moja Lusia poważnie ucierpiała z prawej strony. opel-omega-bfl (3)Pogięte tylne drzwi, przednie otarte, uszkodzony próg. Wbiła się w nasyp na drodze i utknęła. Przyjechała laweta i ściągnięto ją z tego nasypu. W chwilę po tym jechaliśmy już do warsztatu. Czekała ją naprawa, a mnie spore wydatki. Na szczęście mi nic się nie stało i nikomu też na szczęście nic. Nikt wtedy nie jechał, na drodze było pusto. I tu mogę mówić o dużym szczęściu.

W związku z tym, że do pracy dojazd transportem publicznym jest utrudniony, z pomocą przyszła moja stara Lariska. Zazwyczaj zimę przesypiała w garażu wyjeżdżając na przejażdżki w ładną pogodę, żeby się przewietrzyć. Tym razem przyszło jej dzień w dzień przejeżdżać 80 km i muszę przyznać, że sprawowała się naprawdę dzielnie.


Można rzec, że jestem z niej dumna. opel-omega-bfl (11)Moje stare, niezawodne auto, jak pisałam niegdyś„ czy śnieg czy mróz, dzielnie woziła mnie do pracy”  tak i teraz sprawdziła się ratując moją sytuację z dojazdem. Bez niej byłoby mi bardzo trudno.

Prawie dwa miesiące czekania

W połowie stycznia odebrałam samochód z warsztatu blacharskiego. Nareszcie gotowy! Auto wygląda pięknie. Co prawda malowane, ale czy pomalowane auto jest gorsze?
Ma nowe, tylne drzwi. Znalazłam w super stanie. Jestem wdzięczna chłopakom, że mieli takie dobre drzwi od Omegi i mogłam je kupić. To naprawdę nie jest łatwe znaleźć niepordzewiałe drzwi do dwudziestoletniego auta.
Przednie prawe drzwi zostały pomalowane. Próg naprawiony. Wycięto około 40 cm progu. Super, że tylko kawałek. Myślałam, że będzie trzeba wymienić cały. Obawiałam się prawdę mówiąc, że może być skorodowany. Okazało się, że jest w bardzo dobrym stanie i wymieniono tylko ten uszkodzony fragment.


opel-omega-bfl (17)Rdzy też trzeba było się pozbyć

Przy okazji naprawy po stłuczce zdecydowałam się na usunięcie rdzy w samochodzie. Przyznaję, że wiedziałam dużo wcześniej, że należy się tym zająć. Jednak z powodu trudnej sytuacji rodzinnej nie miałam do tego głowy. Dopiero jesienią zaczęłam planować, żeby na wiosnę pojechać do warsztatu. Stłuczka przyśpieszyła decyzję.
Najwięcej rdzy było na tylnych nadkolach. Rdza posunęła się tak daleko, że trzeba było już tym razem robić reparaturki. W 2020 roku auto także miało naprawiane nadkola, ale wtedy wystarczyło wyciąć niewielkie fragmenty blachy.

Obecnie rdza była także na tylnych lewych drzwiach. Drzwi po usunięciu rdzy trzeba było pomalować do połowy. Przy okazji pomalowano obtarty tylny zderzak. Tak więc auto wygląda bardzo ładnie.


To nie było wszystko
Zaraz po wyjeździe z warsztatu okazało się, że pali się kontrolka poduszki powietrznej, ale to nie było nic poważnego. U elektryka szybko usunięto usterkę. Coś tam trzeba było w przewodach i bezpiecznikach naprawić (chyba) no i trzeba było usunąć błędy.
opel-omega-bfl (9)Jednak to nie koniec bałaganu w aucie.opel-omega-bfl (15)Podczas stłuczki uszkodziła się felga, a po odkręceniu koła ukazał się zgięty drążek odpowiadający za zbieżność. No cóż, kolejna robota, kolejny wydatek.
Potem się kazało, że klapa bagażnika jest opadnięta z jednej strony, co wyjaśniałoby przyczynę, dlaczego zamek źle się zamyka. Trzeba jechać ponownie do warsztatu blacharskiego i ją wyregulować.
W pewnym momencie zaczęłam się bać, czy auto nie jest „skoszone”.
W warsztacie mechanicznym wszystko sprawdzono. Jest w porządku. Drążek wymieniono, sprawdzono geometrię i ustawiono zbieżność. Ufff, odetchnęłam.

No i jeszcze się okazało, że tłumik jest mocno skorodowany i jest w nim ogromna dziura, rękę można włożyć!
Tłumik do wymiany. Trzymaj się za portfel. No ok, nie ma wyjścia.

Żeby było śmieszniej, to moja stara Lariska też zaczęła potrzebować pomocy, ale na tyle kochana, że wytrzymała do ferii. Trzeba było wymienić pasek ładowania i linkę prędkościomierza. Przy okazji przeczyszczono przewód paliwowy, bo szarpała. A ja myślałam, że szarpie ze starości. Teraz sunie, można powiedzieć, płynie na drodze.

Będę robić, to co lubię

Teraz mam czas, żeby się zająć moimi autami, wrócić do pasji, napisać artykuł na stronę. I choć jest mi smutno, bo w moim życiu nie ma już mamy, to w mojej pasji odnajduję sens codziennych dni. Moja pasja sprawia, że się uśmiecham, że mam energię, że chcę jej poświęcać mój czas.
Jest to mój sposób na życie, moja pociecha i moja nadzieja.


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!


wpDiscuz