W warsztacie mechanicznym, gdzie zwykle naprawiam swoje drugie autko, uruchamiam samochód i próbuję trochę nim jeździć. Jest jakiś osłabiony, czuję się w nim niepewnie, ale muszę jeździć, by cokolwiek załatwić. Na początku od warsztatu do warsztatu z błagalnym pytaniem, czy ktoś zechce zająć się autem i je wybawić od rozsiadłej już prawie we wszystkich zakątkach korozji.


Oglądają auto, napotykam na zdziwienie i odmowę… a więc nikt…
Pomaga brat, jedziemy do naszego kolegi pytać i prosić… jest zgoda… za jakiś czas powie kiedy będę mogła postawić auto do roboty…

 
http://motodziadki.pl/weglarka-przez-zycie-czyli-moja-poczciwa-omega/zaopiekowal-sie-moim-nikogo-niechcianym-autkiem/

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!


wpDiscuz