Lata siedemdziesiąte… słodki dream czterdziestoletnich klasyków…

Spódnice bananówy, spodnie szwedy biodrówki, kapelusze z dużym falowanym rondem do chodzenia na co dzień. Kiedyś kapelusz taki nakładało się do miasta, dziś tylko na plażę. Długie do kostek spódnice, także na gumce, poszerzane dołem rękawy, poły w spódnicach zakładane jedna na drugą. Kolorowe plastikowe bransoletki, nosiło się takich dużo na ręku…



6965_esbTo lata siedemdziesiąte, które zapisały się w naszej pamięci wielką różnorodnością. A wielu wspomina je jako kolorowe lata, nie tylko w modzie…



Miałam spódnicę w kwiaty na gumce. Uwielbiałam ją. Była długa do kostek, szyta przez moją mamę. Do spódnicy nosiłam obcisłe bluzeczki i żółty kapelusz z cienkiego płótna z dużym rondem. Do tego stroju dokupiłam lakierowane drewniaki, beżowo-brązowe z naszytymi wisienkami. Pamiętam w Lidzbarku Warmińskim stały takie budy z różnymi rzeczami, z ubraniami, z ciuchami i tam właśnie będąc z mamą wyprosiłam te śliczne drewniaki potocznie nazywane klumpy.

Untitled-7Te drewniaczki pasowały mi także do spodni biodrówek bez paska, bo taka była moda, że paska się nie doszywało. Były to tak zwane szwedy, spodnie bardzo szerokie od samej góry. Szyłam je u krawcowej.


W ogóle dużo się szyło u krawcowej. Każdy miał swoją stałą krawcową, która znała na wylot swoje klientki i ich wymagania.


Tak więc kto ma auto z lat siedemdziesiątych, to tak właśnie mogą ubrać się dziewczyny wybierające się na zlot czterdziestoletnim klasykiem.
Słuchało się Budki Suflera.. i innych zespołów rockowych. Magnetofony szpulowe królowały na wieczorkach klasowych. Był to także czas prywatek.



Pod koniec lat siedemdziesiątych karierę robił zespół Boney M… Pamiętam dyskotekę w Olsztynie. Przeboje tego zespołu leciały prawie na okrągło. Tak się roztańczyłam, że nie zauważyłam, kiedy mi ukradli mój ulubiony sweter.



Piło się dużo piwa. W ogóle wszyscy chyba dużo pili, ale najwięcej piło się piwa. Piwo było wtedy niepasteryzowane w butelkach albo kupowało się z beczki.
Faceci spotykali się po pracy i chlejąc piwsko gaworzyli przy tym wesoło. Pili też w garażach. Jeśli facet nie miał samochodu i garażu, to siedział z innymi. Najczęściej spotykali się w kilku i razem coś tam naprawiali w aucie, piwkując sobie przy okazji. Samochodów oczywiście było mało, ale były motory i motorowery, więc też można było je naprawiać i ulepszać. Choć faktem jest, że naprawdę się psuły.

Untitled-9


W miastach stały w wielu miejscach budki z piwem. Piwo kuflowe sprzedawano także w kioskach spożywczych. Pamiętam jak z bratem chodziliśmy po chleb i piwo dla babci, które przynosiliśmy w kance. Wtedy dzieciom bez problemu piwo sprzedawano. Pani nalewała do kanki i nie obawiała się żadnych konsekwencji. Nam z kolei nigdy nie przyszło do głowy, żeby się tego piwa napić.



Nieśliśmy je dla babci i tyle. Natomiast po drodze potrafiliśmy obskubać chleb, bo był tak dobry, pachnący z chrupiącą skórką, że nie mogliśmy się oprzeć. Dziś już nie ma takiego chleba.



Piwo było na porządku dziennym. Nie tylko budki z piwem były oblegane przez facetów stojących z kuflami. Tak też było w słynnym bartoszyckim „Lilipucie”, czyli pawiloniku z piwem. Takich pawiloników było więcej.



Jak byłam mała to myślałam, że facet musi siedzieć w garażu, robić coś przy aucie, albo przy motorze, pić piwo i wracać późno do domu. Wszyscy ojcowie tak robili. Spotykaliśmy ich bawiąc się na podwórku. Wracali kolejno lub czasami razem, mniej lub bardziej słaniając się na nogach i czasami zagadywali do nas wesoło. W latach siedemdziesiątych ganialiśmy do ciemnego wieczora. Niestraszne nam były deszcze, mrozy czy upały. Rodzice nie mogli się nas dowołać z okna. Czasami wychodzili na podwórko i dosłownie ciągnęli nas do domu.




Po szkole chodziliśmy na różne kółka zainteresowań. Każdy mógł coś wybrać dla siebie. Mój brat chodził na kółko modelarskie, a ja na akrobatyczne i teatralne. Inni wybierali kółka krawieckie, rękodzieło, gotowanie, taneczne. Wszędzie było pełno dzieci i młodzieży. Przychodzili i chętnie spędzali w ten sposób czas.




Musiałam przejść z jednego końca miasta na drugi, żeby móc wziąć udział w zajęciach. Nie było to żadną przeszkodą. Po prostu szło się zaraz po lekcjach. Do domu zachodziłam jedynie po to, żeby zostawić tornister. Przed zajęciami, które odbywały się w Domu Harcerza, wypożyczało się na legitymację szkolną wrotki albo hulajnogę i jeździło po placu przed budynkiem. To była frajda. Uwielbiałam wrotki. Potem miałam już swoje własne. To zamiłowanie do jazdy na wrotkach czy rolkach pozostało mi do dziś.



Jeździliśmy na kolonie i zimowiska organizowane przez zakłady pracy rodziców. Były oczywiście darmowe i każdy z nas mógł jechać nawet na dwa turnusy. Turnus trwał co najmniej trzy tygodnie. Warunki były różne. Spaliśmy w klasach szkolnych. Czasami nie było ciepłej wody, albo w ogóle wody bieżącej nie było. Bywało, że chodziło się myć do jeziora lub myło się przy studni na podwórku.

Untitled-1Pamiętam kolonię w Muchówce i nasze codzienne poranne mycie przy studni z pompą. To nie było fajne, choć do przeżycia. Jednak ta kolonia wyjątkowo mi nie pasowała. Rodzice wybrali się do mnie starym Oplem Kadettem aż za Kraków i zabrali mnie stamtąd. Pamiętam tę podróż. Po drodze zwiedziliśmy Wieliczkę. Przejechaliśmy naszym staruszkiem przez całą Polskę.

 
W sklepach były różne towary. Nie było wielkiego wyboru, ale też nie odczuwało się specjalnie jakichś braków. Owoce były tylko sezonowe, lecz to wydawało się normalne. Ci, którzy mieli pieniądze kupowali w Pewexach ubrania, kosmetyki czy nawet zabawki dla dzieci. Pozostali kupowali we wszystkich innych sklepach, gdzie czasami także można było dostać coś fajnego. Pamiętam, że latem nosiło się kierpce. Były chyba modne. Można je było kupić w obuwniczych sklepach. Traktowaliśmy je jako normalne obuwie do latania na co dzień.



Delikatesy były jakimś magicznym sklepem. Tam było naprawdę dużo smakołyków. Pamiętam czekoladki w słoiku w szklanej kuli, dziś niektórzy (niestety) trzymają w takich złote rybki. Były bardzo malutkie, zawinięte w pazłotka i kolorowy papier. Kosztowały chyba ze 40 złotych za kilogram. To było bardzo drogo i dlatego rzadko je się kupowało. A jeśli już, to bardzo mało. Były wystawione na wysokiej półce na ladzie w Delikatesach i zawsze mi leciała ślinka na ich widok.



blog_un_4643192_7335960_tr_monika_3Byliśmy zafascynowani filmem „W Pustyni i w Puszczy”, bawiliśmy się na podwórku i przebieraliśmy się za Nel i innych aktorów z tego filmu…


Zauroczył nas film „Motyle”. Piękne stroje filmowej Moniki i jej kolorowe bransoletki… Mam takie do dziś i uwielbiam je… 0366347To taki sentyment z tamtych czasów.


Moja koleżanka rówieśniczka mówi, że jej zostało tak z kapeluszem, bo Monika zawsze miała na głowie jakiś kapelusz. Wtedy kapelusze były bardzo modne. Byłyśmy w jednej klasie i pamiętam jak na przerwach dzieliłyśmy się wrażeniami z filmu, siedząc na wielkim kamieniu przed szkołą.



Fedorczyk Bozena;Mosior Roman;Oglądaliśmy filmy „Podróż za jeden uśmiech”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Koniec wakacji” i serial „Czterdziestolatek”. Chodziliśmy często do kina na takie filmy jak „Godzilla kontra Hedora” czy inne podobne. Na początku dekady, gdy byłam młodsza chodziliśmy na poranek do kina w niedzielę na godzinę jedenastą, na którym wyświetlano bajki dla dzieci.


Z filmów zagranicznych utkwił mi w pamięci amerykański film „Jeremi” Nie wiem dlaczego, ale chyba dlatego, że był to film o pierwszej miłości.


Telewizor, który mieliśmy nazwał się Atol, tego nie zapomnę jak i chwili, kiedy przywędrował w latach sześćdziesiątych do naszego domu. Wszystko w nim było w czarno-białym kolorze, ale ja oglądając bajki widziałam kolory oczyma wyobraźni i wiedziałam, że miś Yogi był brązowy. Kiedyś ojciec przyniósł kolorowe szkło i zawiesił na ekranie. Było ono w trzech kolorach, na górze błękitne, na środku zielone, a na dole jasnobrązowe. Taki posmak kolorowego telewizora. Ale mi jakoś to nie podobało się i chyba samemu ojcu, który po kilku dniach zwątpił, zdjął i zaniósł je do piwnicy.



002W telewizji były dwa programy.
Ojciec czasami kręcąc w telewizorze wyszukiwał jeszcze jakieś ruskie kanały i oglądał sport. Pamiętam olimpiadę w Montrealu w 1976 roku i Nadię Comaneci, moją rówieśniczkę. Bardzo się emocjonowałam jej występami. Wtedy z koleżanką ćwiczyłyśmy gimnastykę, tak we własnym zakresie, bo wcześniej jak byłyśmy młodsze chodziłyśmy do Domu Harcerza na zajęcia akrobatyczne. Z tego też powodu, występy Nadii były mi bliskie. Kupowałam gazety i wycinałam wszystkie artykuły o gimnastyce i wklejałam do zeszytu. Zresztą w latach 70 wiele osób prowadziło zeszyty i wklejało aktorów, piosenkarzy, ja wklejałam gimnastyczkę.Untitled-6.psd nadia



W 1974 miał miejsce słynny mecz, który wygraliśmy. To były oczywiście Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Pamiętam jak kibicowałam. Byłam wtedy na kolonii w Kościerzynie. Oglądaliśmy ten mecz zebrani na świetlicy. W ogóle oglądaliśmy wszystkie mecze Mistrzostw Świata. Pamiętam ten nastrój i te emocje, które nam towarzyszyły. Żyliśmy tymi mistrzostwami.

6198883248Reprezentacja-Polski-po-remisie-na-Wembley-zdobyła-brązowy-medalNa zielonych dżinsach z „Odry” miałam wypisanych długopisem wszystkich zawodników: Tomaszewski, Deyna, Lato, Szarmach…

Podobała mi się bardzo opaska na włosach Janka Tomaszewskiego, no i Janek mi się podobał.

43080




Broszki czy znaczki w prywaciarskich sklepach z wizerunkiem maskotki mistrzostw świata były czymś, co trzeba było koniecznie mieć. 1974_Tip_i_TapKupowało się to na potęgę. Miałam tych broszek kilka i były śliczne. Szkoda, że żadna z nich się nie zachowała…


Z broszek modne były jeszcze śmieszki przypinane do bluzki oraz broszki biedronki. Miałam biedronek bardzo dużo, a najfajniejsze były z drewna.



W latach siedemdziesiątych chodziło się na pochody pierwszomajowe, które były obowiązkowe. Było tak zresztą i w poprzednich dekadach zaraz po wojnie oraz jeszcze w latach osiemdziesiątych. Na kilka dni przed pochodem w szkołach mieliśmy próby jak się ustawić. Nigdy nam się nie chciało chodzić na pochody, ale musieliśmy, bo były obowiązkowe.



Untitled-4Obowiązkowe także były czyny społeczne i też się na nie chodzić nie chciało, ale rozliczano nas z obecności. Tak więc wykonywaliśmy różne prace takie jak sprzątanie i tym podobne.



Obowiązkowe też było zaliczenie miesięcznego hufca pracy w wakacje. Na hufcu sadziliśmy drzewka i zarabialiśmy jakieś nieduże pieniądze, więc każdy się cieszył. Było fajnie, bo byliśmy razem z ludźmi z klasy i nauczycielką z naszej szkoły. Chodziliśmy nad jezioro po pracy, rozgrywaliśmy wieczorem mecze w piłkę nożną i ogólnie było wesoło.

Untitled-6Za zarobione pieniądze kupiłam sobie w Warszawie spódnicę z dżinsu i jakieś drobiazgi. Na tyle tylko wystarczyły, ale i tak się cieszyłam.

Jesienią obowiązkowo jeździło się na wykopki. To też było fajne, bo nie było lekcji. Pracowaliśmy i nie było lekko. Mieliśmy druciane kosze i musieliśmy się wyrabiać na przydzielonym rządku. W przerwie dostawaliśmy kanapki, przeważnie bułki z kiełbasą szynkową. Bardzo mi smakowały. Popijaliśmy ciepłą herbatą z wojskowego termosu. Czasami pozwolono nam zrobić ognisko i wtedy piekliśmy ziemniaki. To były fajne dni, które będąc w klasie siódmej i ósmej spędzaliśmy jesienią na polu przy pracy.


Ważnym wydarzeniem w mieście był przyjazd cyrku. Olbrzymi namiot i porozstawiane dookoła wozy cyrkowe robiły wrażenie. Każdy chciał pójść do cyrku i obejrzeć przedstawienie. Ludzie z okolicznych miejscowości przyjeżdżali Osinobusami. Widziałam jak wypełnione ludźmi, zajeżdżały na cyrkowy parking. osinobus


Pamiętam emocje, które nam towarzyszyły, gdy szliśmy do cyrku.  W czasie przerwy można było kupić w sklepiku słodycze, których nie było w sklepach. Podczas przedstawienia były sprzedawane lody, ciastka i napoje. Roznosiły je panie na dużych tacach.


Występy akrobatów i pokaz tresury zwierząt oraz cyrkowy komik budziły największe zainteresowanie wśród widzów. To były czasy, kiedy nikt się nie zastanawiał nad dobrostanem zwierząt, które pozamykane w ciasnych klatkach podróżowały przez większą część swojego życia pokonując tysiące kilometrów.


Zakłady „Odra” produkowały spodnie, które się nazywały Teksasy. 76Marzeniem każdego było mieć oryginalne dżinsy tak zwane wycieruchy. Jednak to dla wielu pozostawało cały czas marzeniem, bo prawie nikogo nie było na nie stać.



Teksasy miały za zadanie zastępować oryginalne dżinsy, choć nigdy ich nie zastąpiły. Miały za to głębokie i pojemne kieszenie. Kiedy miałam dziesięć, jedenaście lat, nosiłam je wypełnione różnymi śrubkami, które dostawałam od ojca. Niektóre były już mu niepotrzebne, ale niektóre wyprosiłam.


Chodziłam więc z tak wypchanymi kieszeniami także do szkoły. Każdy pytał najpierw co mam w kieszeniach, a potem po co mi te śrubki. A ja odpowiadałam, że bardzo lubię takie różne rzeczy. To było nawet zabawne patrząc dziś z perspektywy czasu.



Rowery składaki Wigry 2, to był naprawdę hit. Były drogie i marzeniem było taki rower mieć. Monika z filmu „Motyle” też nim jeździła, więc tym bardziej pragnienie posiadania takiego samego roweru było jeszcze silniejsze.



Wyprosiłam ten rower u rodziców i byłam szczęśliwa, kiedy go wreszcie dostałam. Brat też miał rower, tylko inny. Przesiadywaliśmy na podwórku pod blokiem i coś tam naprawialiśmy, pompowaliśmy koła, czyściliśmy, dokręcaliśmy śrubki. Pamiętam, że lubiłam tę niemalże codzienną obsługę mego pojazdu. Miałam zestaw narzędzi w podręcznym etui za siodełkiem. Dokładałam tam ciągle jakiś klucz czy śrubokręt, ale nie wszystko chciało się zmieścić.



580341136_1_1000x700_legenda-prlu-rower-wigry-2-krakowJeździło się wszędzie. Kręciło się po szosach, małymi kółkami do Lidzbarka i z powrotem. Rodzice się nie martwili. Na drogach ruch był mały. Gdy jechaliśmy pokonując dwadzieścia kilka kilometrów w jedną stronę, przejechała może jakaś jedna ciężarówka, jedna Syrenka, jakiś motor, jakaś wywrotka…. Można za to było częściej spotkać konia ciągnącego wóz.


Było cicho, pusto i spokojnie, a była to droga do Olsztyna, dziś międzynarodowa prowadząca od granicy rosyjskiej przez Olsztyn do Warszawy.


Przejście graniczne oczywiście było nieczynne. Odbywały się tam raz na rok jakieś spotkania przyjaźni i można było tylko jechać na zaproszenie. Ludzie się spotykali, wymieniali monetami, znaczkami, drobiazgami. Były nawet jakieś kiermasze i można było coś kupić. Oczywiście były to cały czas drobiazgi, gadżety, kolorowe kartki, długopisy, ciastka…



Skoro przejście było normalnie zamknięte, to droga była na co dzień pusta. Ruch odbywał się tylko w kierunku okolicznych wiosek i to w zasadzie jeździły tylko autobusy PKS albo furmanki.

351570743_1_644x461_autobus-rto-ogorek-przyczepa-jelcz-p0-1-bialobrzegi

Samochodów było naprawdę mało. W większości oprócz autobusów marki Jelcz, były auta służbowe jak Nyski, Żuki, Tarpany i pojazdy ciężarowe. Pojazdów prywatnych w tamtych czasach było tak mało, że nikt nie myślał, że w ogóle potrzebny jest jakiś parking. Więc wyłożony kaflami placyk przed blokiem służył raczej do zabawy, niż do parkowania samochodów.

Polskie ulice były szare i spokojne. Na drogach królowały Warszawy, Syrenki i duże Fiaty. Małych Fiatów było bardzo mało, zmieniło się to dopiero w następnej dekadzie.571dc34fbcfdb_o,size,933x0,q,70,h,6815f9 Prawo jazdy robiło się na dużych Fiatach właśnie. Dobrze pamiętam żółtego Fiata i ten czas, gdy uczyłam się wraz z koleżankami jazdy podczas pamiętnej zimy stulecia. Był przełom roku 1978/79 i było tak zimno, że woda dla psa w misce którejś nocy w kuchni zamarzła. Nie działało ogrzewanie z powodu awarii, więc kaloryfery były zimne. Marzliśmy w domach przeokropnie. Nie wiem jak to przetrzymaliśmy, ale nie wspominam tego jako koszmaru. Chyba ludzie wtedy byli bardziej odporni na trudności i bardziej pogodni.



Zimę tę zapamiętałam także dlatego, że robiłam w tym czasie prawo jazdy. Było wtedy bardzo dużo śniegu na drogach i ciężko się jeździło takiemu początkującemu kierowcy. Któregoś razu instruktor kazał mi jechać bardziej po prawej stronie i w końcu wjechałam w zaspę przed rondem. Wysiadł wtedy z auta, zbiegli się faceci i wypchali samochód.



W tamtych czasach po drogach toczyły się furmanki, często też można było spotkać motorowery na przykład marki Komar i rowery różnych marek, ale najczęściej produkcji Zakładów Romet. Widywało się też czasami tak stare rowery, że niektóre to chyba były jeszcze przedwojenne.



Jeździliśmy starym Kadettem ojca, też pamiętającym czasy wojny. Było aż głupio nim jeździć, bo wtedy na stare samochody mody nie było. A nasz Kadett wyróżniał się wśród innych aut na pewno.



Będąc w Warszawie latem w 1978 roku zobaczyłam Renault Alpine. Pamiętam jak stałam nad tym autkiem i spoglądałam na nie zauroczona. Było zaparkowane na ulicy tuż przy krawężniku. Było inne niż wszystkie, takie niskie, egzotyczne i ten piękny jaskrawy czerwony kolor… Nigdy tego widoku nie zapomnę. Nie miałam aparatu, nie mogłam zrobić zdjęcia…2011_California_Melee_Renault_Dinalpin_resize


Czas lat siedemdziesiątych na zachodzie Europy wyglądał o wiele barwniej. Na drogach można było zobaczyć kolorowe fury w liczbie o wiele większej, niż w krajach Europy Wschodniej. Jeździły takie auta jak Opel Diplomat B (1969-1977), Opel Senator A zaprezentowany w 1978, poprzednicy Omegi A czyli Opel Rekord D i Opel Rekord E.


W 1975 roku wyjechało z fabryki BMW E21 zapoczątkowując serię „trójek” produkowanych do dzisiaj. Z salonów Mercedesa wyjeżdżały W123 czy W116 produkowane do 1980 roku (1972-1980), jeździły Audi 100 C1 (1968-1976) i jego następca C2 zaprezentowany w 1976 roku. Nie można tu pominąć kultowych Audi 80, z których pierwsza seria B1 była produkowana w latach 1972-1978. citroen-2cvByło także wiele innych, które pamiętamy, na przykład Citroen 2CV znany z filmów z Louisem de Funes’em.


Bardzo efektowne i przyciągające wzrok auta były w tamtych czasach w Ameryce. Niestety żadne z nich nie jeździło po polskich drogach i znaliśmy je jedynie z filmów albo z obrazka. Zresztą co tu dużo pisać o autach amerykańskich, skoro równie mało znaliśmy auta europejskie, chyba że była to Skoda lub Łada. Pozostałe widywaliśmy na filmach i byliśmy oczywiście pod ich wielkim urokiem.


W Stanach Zjednoczonych auta w latach siedemdziesiątych przeżywały cały czas rozkwit. Były duże, kolorowe, bogato zdobione, a ich posiadanie wyznaczało status społeczny. Każdy marzył o posiadaniu krążownika szos i trzeba przyznać, że wielu było na to stać. lincoln-ivBo w tamtych czasach amerykański sen o bogactwie był wciąż jeszcze realnie osiągalny. Każdy kto dużo pracował, wierzył w sukces i cierpliwie do niego dążył miał szansę, żeby stać się z pucybuta milionerem.



Choć lata siedemdziesiąte dotknięte zostały kryzysem paliwowym na świecie, to w USA nadal jeździły auta z dużymi silnikami. Produkowane w tamtych czasach były takie samochody jak Ford Mustang, Lincoln Continental, Cadillac, Buick, Dodge. Można je spotykać obecnie na wystawach amerykańskich klasyków. Przyciągają licznych zwiedzających, bo są to auta, których można rzec, nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć na naszych polskich drogach.



Lata siedemdziesiąte były dość barwnym okresem drugiej połowy dwudziestego wieku. Moda była kolorowa, rozkwitała technika, ludzie zaczynali bogacić się i marzyć o lepszym życiu. Kraje już zdążyły odbudować swoje gospodarki po wojnie, a to dawało szansę na stabilizację i dostęp do różnych dóbr.


W tych czasach powoli zaczęły się pojawiać kolorowe zdjęcia. Untitled-2Do niedawna wszystkie fotografie były czarno-białe. Pewnego razu fotograf przyjechał do szkoły i ogłosił, że będzie robił nam fotki w kolorze. Pobiegłam do domu po psa. Zrobiłam kilka fotek, na których byłam sama, a także z bratem i naszym psem. To były pierwsze kolorowe zdjęcia, które sobie zrobiliśmy. Był chyba 1973 rok.

Co się działo w Polsce i na świecie? W 1975 roku zakończyła się wojna w Wietnamie. W roku 1978 Polak został papieżem, o Polsce usłyszał cały świat. Pamiętam jak przyszłam do domu i mama oglądała coś w telewizji. To chyba była jakaś msza, tak mi się zdawało. Powiedziała, że Polak został papieżem. Niewiele wtedy z tego do mnie dotarło, ale moment ten zapamiętałam na zawsze.



Poza tym świat cały czas pozostawał w fazie wyścigu zbrojeń, trwała zimna wojna. W Polsce era Gierka dawała posmak lepszego życia i wydawało się przez jakiś czas, że wszystko zmierza ku coraz lepszemu jutru. Jak dalej było pokazał koniec dekady i lata osiemdziesiąte. Cieniem na tej dekadzie kładły się wydarzenia w Polsce z 1970 i 1976 roku.



Świat muzyki w 1977 obiegła smutna informacja o śmierci Elvisa Presleya. W tym czasie rozwijał się hard rock, muzyka disco i rock progresywny. Na dyskotekach królowało Boney M. Piosenki tego zespołu były na takich imprezach obowiązkowymi hitami. 4rqohtSłuchaliśmy zespołów takich jak Electric Light Orchestra, Procol Harum, Pink Floyd, Jethro Tull, Queen, Led Zeppelin, Dire Straits, Bee Gees, Abba, Deep Purple, The Rolling Stones, Uriah Heep, Simon&Garfunkel, było też wielu artystów solowych. Pamiętam te przeboje z wieczorków klasowych. Kolega przynosił magnetofon szpulowy i taśmy, na których miał nagrane różne przeboje. Nagrywało się oczywiście z radia. Te wieczorki miały niezapomniany klimat. Może dlatego, że nie było tak powszechnej dostępności do muzyki jak dziś, że słuchasz co chcesz i kiedy chcesz.


W domu mieliśmy adapter Mister Hit, a moja koleżanka miała Fonomaster. Wieczorami spotykałyśmy się i słuchałyśmy różnych płyt, którymi także potem wymieniałyśmy się. Bardzo lubiłyśmy słuchać Bułata Okudżawy, Marka Grechuty i Ewy Demarczyk.



Pamiętam, że w mojej kolekcji była między innymi płyta zespołu Procol Harum, zespołu Omega, a także właśnie płyta Bułata Okudżawy. Miałam także kolekcję płyt z utworami Fryderyka Chopina. W 1975 Krystian Zimerman wygrał Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina i także tę płytę z nagraniami z konkursu dołączyłam do swojej kolekcji. Część płyt udało mi się zachować.



Nigdy nie zapomnę tych chwil jak wracając do domu słyszałam już na klatce schodowej głośną muzykę. To za sprawą mojego brata, który wcześniej kończył lekcje i słuchał sobie płyty zespołu Omega. W 1979 roku na moje osiemnaste urodziny dostałam od chrzestnego magnetofon kasetowy Grundig i od tej pory częściej się słuchało kaset niż płyt. Nagrywało się kasety z radia lub innego magnetofonu pożyczonego od kogoś.



IMG_9416.jpg grundigLata siedemdziesiąte pamiętam dość dobrze. To był czas, kiedy z dziecka stawałam się nastolatką. W tym wieku rosną także potrzeby. Pamiętam jak bardzo chciało się mieć magnetofon albo modny ciuch, czy inną rzecz. Część z nas pracowała dorywczo, żeby móc sobie coś fajnego kupić. Pracy było sporo, ale przeważnie dla chłopaków, którzy chodzili rozładowywać wagony i zarabiali sobie na przykład na markowe spodnie.


Byłam w drugiej klasie liceum i wciąż marzyłam o oryginalnych dżinsach, które w tamtych czasach były horrendalnie drogie. Wreszcie dziadek się zlitował i dał mi dwadzieścia dolarów. W Pewexie kupiłam swoje pierwsze oryginalne spodnie Wranglery. Kosztowały 14,80$, została mi jeszcze reszta. Do dziś mam sentyment do tej marki i jeśli kupuję, to zawsze wybieram Wranglery. Ceny też chyba nigdy nie zapomnę.

 
Na początku dekady, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, marzyłam o figurówkach. Niewiele osób je miało. Były drogie, dzieciom nogi rosły i rodzice woleli kupić łyżwy przykręcane do butów. I znowu dziadek przyszedł z pomocą dając mi pieniądze na moje pierwsze w życiu, wymarzone figurówki. Kosztowały 505 złotych. Tę cenę też pamiętam. To była wtedy jedna trzecia przeciętnej wypłaty. Kupiłam je w sportowym sklepie o dwa numery za duże. Mniejszych nie było, a nie chciałam czekać. Mam je do dzisiaj, bo noga mi nie urosła i są cały czas dobre.


Były piękne, białe i pachnące skórą. Untitled-1.psd figurowkiWłaściwie to całe były ze skóry, nawet podeszwa i obcasy, bo takie wtedy produkowano. Ten zapach pamiętam do dzisiaj i jak porządkuję szafę, to biorę je do ręki i wciąż czuję zapach skóry, który mi przypomina moje dziecięce lata i zabawy na lodowisku na bartoszyckich kortach.


Na płozach miały wygrawerowaną łyżwiarkę i napis “Piruet”. Podczas użytkowania zdarły mi się ząbki. Stało się tak, bo nie chcąc stępić łyżew, schodziłam na ząbkach po schodach, a potem jeszcze kawałek drogi szłam na lodowisko. Miałam co prawda ochraniacze, ale zostawiałam je w domu, bo na lodowisku musiałam jeździć trzymając je w ręku. Nie było gdzie ich zostawić, tak jak nie było możliwości zmienić butów w miejscu, gdzie straż pożarna wylała nasze miejskie lodowisko.



Byliśmy samodzielni, rodzice pozwalali nam chodzić gdzie chcieliśmy. Dużo spraw załatwialiśmy sami. Na przykład, gdy chcieliśmy mieć akwarium musieliśmy sami je sobie załatwić. Brat poszedł do jakiegoś faceta i z nim się dogadał, że nam takie akwarium zrobi. To chyba nawet niedrogo kosztowało. Pospawał kątowniki i wstawił szkło. figurowkiCiągnęliśmy je do domu na sankach z bartoszyckich działek na drugi kraniec miasta zadowoleni, że będziemy mieć rybki. Miałam może trzynaście, czternaście lat, brat był o trzy lata młodszy. Wtedy wszyscy tak sobie radzili.



Takie były lata siedemdziesiąte. Kto ma samochód z tamtych lat powinien poznać tę dekadę. Dziś to klasyk, staruszek, ale kiedyś będąc nowym, młodym autem wraz ze wszystkim, co go otaczało tworzył świat lat siedemdziesiątych. W nim jak w lustrze odbija się miniona rzeczywistość.

fiat-125p

Zakładając strój z lat siedemdziesiątych, gdy wybieramy się na zlot, warto abyśmy wiedzieli nie tylko jaka ówcześnie panowała moda, ale także co się wtedy działo, jak żyli ludzie i jaki klimat miała miniona epoka. Wtedy dopiero można pełniej poczuć atmosferę tamtych lat

Dziś auta z tamtych czasów mają ponad czterdzieści lat i dobrze, że jeszcze są wśród nas motoryzacyjne czterdziestolatki, które przypominają nam ciekawe lata siedemdziesiąte.




Poczytaj więcej o latach 70-tych

http://fotoblogia.pl/10664,czy-tak-wyobrazalismy-sobie-amerykanski-sen-zdjecia-nowojorskiego-metra-z-lat-70-zachwycaja-roznorodnoscia

http://autokult.pl/12268,kwadratowe-lata-70-te-amerykanskiej-motoryzacji-galeria,all

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3547269,marzenia-z-betonu-czyli-polskie-cudowne-lata-70-jak-sie-zylo-na-gornym-slasku,2,id,t,sa.html

http://niezlomni.com/niezwykle-kolorowe-zdjecia-zycia-w-prl-u-dzieki-nim-czytelnicy-zachodniej-prasy-poznawali-nasz-kraj-foto/

http://www.polskaprl.rejtravel.pl/odziez.htm



Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!


wpDiscuz